Mimo złowieszczych prognoz pogody do Jabłonki przybyliśmy uśmiechnięci.

Już następnego dnia wyruszyliśmy na eskapadę rowerową szukać zaszytych w lesie jezior….ponoć miały tam być.


Po wyczerpującej wycieczce nadszedł czas na krótką kontemplację nad brzegiem jeziora Omulew…


Gdy w piątek przybyła Ekipa zatwardziałych zwolenników gier logiczno-strategicznych, od razu z Izą daliśmy się wciągnąć w te ich karciano-planszowe gierki. Graliśmy w dzień…








…i w nocy.



Co po niektórych cechowało niezdecydowanie…

…innych zaś stoicki spokój i opanowanie.

Ale żeby nie było – czasami robiliśmy też przerwy na inne przyjemności.









Grill wbrew pozorom doszedł do skutku.

Nie mogłem się oprzeć fotografowaniu martwej i żywej natury.




Motywem przewodnim stały się pomosty, koty, psy, pomosty i psy…













O mały włos zapomniałbym o nas!

Na odchodne urządziliśmy sobie ostatnią partyjkę zajadając się chipsami z Geniuszem na okładce.




Jeszcze jedno zdjęcie Izabeli i możemy wracać do Stolycy.

2 komentarze
No świetne są te zdjęcia! Aż mi się humor poprawił. Maciuś tak trzymaj
Bardzo dobre zdjęcia – tak trzymać!