Żeby Izie nie było już smutno…

Żeby Izie nie było już smutno…

Dopiero w Kambodży na chwilę zwolniliśmy – po żywym i bardzo gwarnym Phnom Penh rekordowe jak na nasz wyjazd trzy noclegi w jednym miejscu (w Sihanoukville) pozwoliły nabrać nam trochę oddechu przed zwiedzaniem świątyń Angkor.

W dużym skrócie w Laosie: psy nie szczekają, dzieci nie płaczą, nie ma kobiet w ciąży, mają pyszne BeerLao i w im mniej turystyczne miejsce pojedziesz tym będzie ciekawiej. Zapraszam do oglądania i komentowania… a trochę tego wrzuciłem.

Tak naprawdę wszystko zaczęło i skończyło się w Bangkoku – to tu mieliśmy lądowanie i to stąd wracaliśmy do Polski. Naszą podróż ograniczyliśmy głównie do Laosu i Kambodży – na Tajlandię będzie jeszcze czas. Wbrew niektórym przedwyjazdowym opiniom naszych znajomych
sprzęt fotograficzny sprawdził sie wyśmienicie, był wykorzystywany bez wyjątków, nie ważył wcale tak dużo i wrócił z nami bez żadnych uszczerbków na zdrowiu. Pokaz slajdów czas zacząć: na dzień dobry Tajlandia i Bangkok – w kolejnych postach zamieszczę zdjęcia z pokochanego przez nas Laosu oraz z “One Dollar Country” czyli Kambodży.
